COIL - Muzyka księżyca



Nowy, pełnoczasowy album COIL jest zawsze okazją do świętowania. "Musick to Play in the Dark - Vol. 1" jest również okazją do zastanowienia. Co prawda na dzień dzisiejszy jest on dostępny głównie na drodze subskrypcji od samych artystów (World Serpent Distribution otrzymał do sprzedaży wysyłkowej - ale nie dla sklepów - dosłownie kilka egzemplarzy), ale w przyszłości stanie się on również dostępny na szerszą skalę. Póki co jednak każdy z egzemplarzy zamówionych bezpośrednio od członków zespołu opatrzony jest w certyfikat na czerpanym papierze z numerem kopii oraz podpisami Johna Balance i Petera Christophersona. Na styczeń 2000 COIL zapowiada część drugą, do której pierwszych 500 zamówionych egzemplarzy dołączony będzie dodatkowy krążek z nigdzie indziej nie publikowanymi utworami. Elitaryzm? Może, ale też COIL nigdy nie tworzyli muzyki dla tłumów, zaś dla zagorzałych fanów zazwyczaj wystarcza egzemplarzy. Ale tyle szczegółów technicznych. Zaś sama muzyka . . . "Musick to Play in the Dark - Vol. 1" jest najdobitniejszym dowodem na to, jak często i boleśnie zawodzą słowa gdy przychodzi do opisywania muzyki. To co daje się przelać na papier to urwane kawałki wrażeń, myśli, asocjacji związanych z poszczególnymi utworami.


"Are You Shivering?"

Początkowa fala ponurej, posępnej elektroniki nie tyle puszcza po plecach ciarki co budzi węża Kundalini. Fala nagle urywa się, zaś w głośnikach pojawia się niepewne pykanie, coś w stylu starej winylowej płyty oraz pętlący się głos. Łapiący oddech? A potem znowu opada elektroniczny mrok, który wpycha coś do gardła i nagle ciężko się przełyka. I głos Balance'a, który niczym zaklęcia powoli recytuje na wpół-oniryczną, na wpół-surrealistyczną poezję pochwały księżyca. Zaś kiedy po prawie minutowym zawieszeniu nagle wypowiada on słowa "This is Moon Musick" napięcie jakby pęka i robi się spokojnie, zaś leniwy rytm odmierza czas niczym znarkotyzowany zegar. Zostaje tylko łkająco-zachłystujący się głos mruczący niezrozumiałe słowa. Sam tytuł to pytanie jakie wzajemnie John i Peter zadawali sobie po degustacji MDMA.


"Red Birds Will Fly Out of the East and Destroy Paris in Night"

skomponowany został niemal w całości przez nowego członka COIL Thighpaulsandrę, który na co dzień występuje również w zgoła nie-Coilowej formacji SPIRITUALIZED. Tytuł to cytat z jednej z przepowiedni Nostradamusa, ale sam utwór nie zawiera ani jednej linijki tekstu. Całej dwanaście minut to powolne narastanie coraz bardziej frenetycznej elektroniki, która od stosunkowo spokojnych pisków i odbić staje się coraz szybsza, coraz gęstsza, coraz bardziej złowróżbna. Ostatnie kilka minut aż roi się od wibrującego rytmu, małych dźwięków, zniekształceń, a nawet elektronicznego hałasu, które naśladując trzepot skrzydeł mogą doprowadzić do skraju nerwowego wyczerpania - co najmniej podczas połowy przesłuchań albumu nie dotrwałem do końca tego utworu przeskakując do następnego. Koniec, chociaż spokojniejszy, nie przynosi wcale ukojenia - po wyjątkowo silnych doznaniach neurony ciągle jeszcze wypalają w post-szoku.


"Red Queen"

to przede wszystkim powolny, miarowy, kroczący rytm oparty na metalicznym basie i porozrzucanych uderzeniach na pianinie. Potem wchodzi jeszcze quasi-jazzowa miotełka na werblu (wszystko to pewnie elektronika). A w tle ciągle ten niezmordowany metalik basu. Nad nimi zmęczony wokal Balance'a o postrzeganiu rzeczywistości i tym, że rzeczy które powtarzamy wystarczającą ilość razy stają się rzeczywistością. Tak jak czyniła to Czerwona Królowa z "Alicji w Krainie Czarów" Lewisa Carrola. Atmosfera zagęszcza się ku końcowi, w miarę jak pianino zaczyna wygrywać coraz bardziej poszarpane dźwięki. Drugi "czerwony" utwór na płycie.


"Broccoli"

Według Balance'a najbardziej osobisty utwór na albumie, poświecony poecie Jeremy'emu Reedowi, który pisze obecnie biografię COIL. Na początku znowu pojawiają się elektroniczne trzaski oraz wysokie zawodzenio-nucenie. Na ich tle Peter Christopherson powoli deklamuje i wyśpiewuje w dwu równoległych, nakładających się na siebie ścieżkach głosu linijki o szacunku dla przodków i poszanowaniu rzadkich warzyw. To niezwykłe połączenie tematów w kontekście utworu ma jednak głęboki sens. Bardzo refleksyjny, może nawet żałobny (?), utwór. Początkowo jedyny, który zupełnie mi się nie podobał w swoim ascetyzmie, teraz jeden z moich sześciu ulubionych na płycie.


"Strange Birds"

Cichy, niewyraźny, ekspresywny szept: "Pewnego dnia twoje jaja pękną i ukażą się z nich bardzo dziwne ptaki" - nie wiem dlaczego, ale głos przypomina mi "Dick Morand nie żyje" z "Zagubionej autostrady". Pomimo, że utwór składa się niemal wyłącznie z odgłosów ptaków bez prawie żadnych muzycznych wstawek, panuje w nim specyficzna, atmosfera napięcia. Balance pisze, iż w kontekście jedynej linijki utworu łatwiej mu zrozumieć ptako-człowieka z grafik Maxa Ernsta. Pod koniec ptasie nuty przechodzą delikatnie w ostatni utwór.


"The Dreamer Is Still Asleep"

- najpiękniejszy utwór na płycie, a dla mnie jeden z najpiękniejszych utworów COIL w ogóle. Miękki, bardzo niski, pulsujący bas w tle, który jeśli przystawić ręce do powierzchnia na której stoją kolumny przechodzi na ręce i prosto do serca. Delikatne zasłony elektroniki, bębenek wybijający nienatarczywy rytm i super-refleksyjna melodia. A ponad wszystko, porażająco gęsty, refleksyjny tekst o przemijaniu, ucieczkach od siebie, zapominaniu i snach. Głos Balance'a przybiera w nim niesamowite tonacje, nie trzymając się w wielu miejscach melodii. Pod koniec najpierw kończy się wokal, potem po kolei zanikają poszczególne warstwy muzyki, aż zostajemy sam na sam z uderzającym co kilka sekund niczym serce basem. A potem urywa się i on. A my zostajemy z ciszą. I księżycem. I niespokojną głową.