LULL


Moments


(Release)



Piąty już album Micka Harrisa nie różni się radykalnie od poprzednich. W gatunku zwanym przez niektórych izolacjonizmem w ogóle trudno mówić o postępie i rozwoju jako takich. Oparty z definicji na minimalistycznych niskich brzęczeniach, dronach i echach nie jest on bowiem podatny na jakiekolwiek innowacje, które z miejsca zburzyłyby misternie tkane oceany dźwięku (fraza zapożyczona z tytułu słynnej historii ambientu Davida Toopa). Identycznie opakowany jak poprzedni Continue (jedyna różnica to kolor - tamten był szary, ten brązowy) Moments składa się całkiem adekwatnie do tytułu z 99 cyfrowych wycinków jednego nieprzerwanego dźwiekobrazu, miedzy którymi nie ma żadnych granic - niektóre znaczniki nie pojawiają się nawet w ściszonych momentach wyskakując po prostu w środku jakiegoś pływu dźwięku. (Taki podział otwiera niesamowite pole do działania przyciskowi "random play".) Częściowo oparty na Harrisowym podziwie dla 'Erasurehead" Lyncha, album ten jest wszystkim, czego mogą zapragnąć fani tego sektora ambientu oraz pewnie zeropunktowcem dla recenzenta z zewnątrz. Przy swojej paradoksalnie kojącej monotonii Moments jest również dowodem na geniusz twórcy, który z pojedynczych zapętlonych modułów potrafi stworzyć dzieło, w którym można się aż tak zatracić.

(Release, P.O. Box 251, Millersville PA 17551, USA)
O wytwórni Release

Recenzja z AM 12.1996: LULL Continue (Release)


Paweł Frelik