WHITEHOUSE
Wypełniając próżnię



Na świecie istnieje mało bardziej ekstremalnych dzwięków od tych jakie wydaje z siebie WHITEHOUSE. Zespół powstał w 1980 i do to tej pory nagrał 13 albumów, z których najnowszy zatytułowany jest "Quality Time". Philip Best, Peter Sotos i William Bennett nie są być może zbyt szeroko znani, nawet w industrialnych kręgach, chociaż ich zasługi dla elektronicznego hałasu są niezaprzeczalne. W ciągu 16 lat istnienia zespół odszedł tak daleko od jakiegokolwiek rodzaju muzyki, że ciężko mówić już w tej chwili o jego wpływach czy inspiracjach. Dodatkowo, niektóre z działań jego członków przysporzyły im raczej złej sławy, czego przykładem może być fanzine "Pure" Sotosa, w którym zamieszczał on dziecięcą pornografię w celu zbadania poziomu tolerancji czytelników. Zespół miał również powiązania z angielskim ruchem narodowym, co z kolei doprowadziło do oskarżeń o faszyzm i temu podobne. Niezależnie jednak od tego jak ważne miejsce w koncepcji zespołu odgrywają poglądy jego członków, najważniejsza jest antymuzyka - industrialny noise jaki nie ma sobie równych. A oto kilka wypowiedzi założyciela zespołu, Williama Bennetta.

Jakie są więc ideologiczne i muzyczne podstawy istnienia WHITEHOUSE?

Od bardzo wielu lat istnieje olbrzymia próżnia, którą należy wypełnić. A wypełnić można ją tylko prawdziwie nową muzyką, która jest radykalna, ultragwałtowna i podniecająca. I która nie podlega niekończącym się kalkom i kliszom, tak charakterystycznym dla tak zwanej "muzyki rockowej". W gruncie rzeczy można to samo powiedzieć o wszystkich ustalonych gatunkach muzycznych.

Czy takie nastawienie nie zbliża was więc do najbardziej radykalnego odłamu sceny metalowej?

Absolutnie nie. W gruncie jest to zawsze ten sam gówniany rock'n'roll, w którego takt można klaskać, tańczyć i tak dalej, z tymi samymi gównianymi gitarami, bębnami i tymi podobnymi. Szczerze nienawidzę całej tej sceny. Nawet gdyby ktoś był zainteresowany ekstremalnymi sprawami, to zainteresowanie i tak zniknie w niekończącym się korowodzie samokopiujących się i zadowolonych z siebie rockersów.

Zakładając więc, że czynicie to, co głosicie, WHITEHOUSE musiał napotkać na swojej drodze mnóstwo przeszkód ...

Oczywiście. Mieliśmy kłopoty w przeszłości i mamy je obecnie z pewnymi rodzajami materiału. Nie przejmujemy się jednak. Jest to nawet zabawne, jak bardzo moralnie wybiórczy potrafią być różni ludzie. Faktem jest, iż bardzo niewiele osób jest w stanie przekroczyć wszystkie tabu i wkroczyć do wszystkich stref zakazanych. My do nich należymy i dlatego właśnie istnieje WHITEHOUSE.


hp/Paweł Frelik