DEKLARACJA


Eksperymenty. Aggro. Techno. Noise. Ambient. Muzyka konkretna. Kolaże dźwiękowe. Awangarda. Industrial. Minimalizm. To tylko niektóre z długiego szeregu gatunków, które ze względu na zawartość często burzą nasze ustalone definicje tego, co można w ogóle nazwać muzyką. Być może niewiele osób zdaje sobie z tego sprawę, ale death czy thrash, niezależnie od tego jak szybkie i brutalne, są w gruncie rzeczy jeszcze jednymi odmianami starego poczciwego rock'n'rolla. Tymczasem na całym świecie miliony słuchaczy i muzyków tworzą scenę zjednoczoną niechęcią do ustalonych form muzycznych, której śmiałość eksperymentów przyćmiewa osławiony w tym względzie black metal (który przez ten sam fakt nie staje się wcale mniej czy bardziej nowatorski niż faktycznie jest) i której wyobraźnia (anty)muzyczna wręcz zapiera dech. W gruncie rzeczy nawet słowo "scena" nie jest tu adekwatne, bo też podejść i sposobów szukania nowego pośród dźwięków są setki.

Większość naszych czytelników słyszała ambient czy którąś z dziesiątek odmian muzyki industrialnej. Ale czy zdają sobie oni sprawę, że obok nich istnieją wynalazki, których estetyka mogłaby przemówić do nich w takim samym stopniu co nowy album DEICIDE czy DARKTHRONE? Istnieje przecież techno tak brutalne, że kasuje ono grind, jeśli liczyć szybkość nabijanego rytmu. Death ambient jest mokrym snem wszystkich miłośników introsów. Japońska scena noisowa czyni z najwścieklejszego deathu wyjątkowo przemyślane kompozycje. Industria może być tak monotonna i przygnębiająca, że staje sie niemal niesłuchalna. Załóżmy na moment, że "World Downfall" TERRORIZER'a miał szybkość 300 uderzeń na minutę (nigdy nie liczyłem) - niejaki MOBY nagrał utwór "Thousand", którego tytuł odnosi się do .... W Kanadzie istnieje wytwórnia wydająca albumy ze zmiksowanym słyszalnym pasmem zorzy polarnej. A o NAMANAX nie wiadomo nawet co myśleć (dla niewtajemniczonych - pierwszy album NAMANAX to zmiksowane odgłosy przebiegu prądu w wielkiej elektrowni). I jeszcze takie gatunki jak muzyka rytualna, occult folk, deepnoise, hardambient czy elektroniczna apokaliptyka. O nich i o wielu innych będzie właśnie "AntiMusick". Nazwa jest chyba jasna - znajdą się w niej te wszystkie zespoły i nagrania, które z takiego czy innego powodu odstają od tworu popularnie nazywanego muzyką. Co miesiąc możecie spodziewać się kilku recenzji, mini-wywiadów, newsów i różnych innych okruchów. A już w przyszłym duży artykuł o tym, czym tak naprawdę jest muzyka industrialna - jeden z najczęściej nadużywanych i wykorzystywanych terminów w historii dźwięku.

Od kilku lat fani ostrego grzania otwierają się na coraz to nowe gatunki i jest to zjawisko, które najdobitniej słychać w wielu produkcjach tradycyjnie metalowych zespołów. Świadczą o tym recenzje niemetalowych płyt w niegdyś stricte metalowych magazynach i zinach oraz zainteresowanie ekstremistów takimi wytwórniami jak Cold Meat Industry. Nasz świat słuchania rozszerzył się. Zewsząd nadchodzą nowe dźwięki. I chociaż nieświęta integracja buntowników przeciwko tradycji nigdy nie zatrze granic pomiędzy gatunkami, to z tymi, które umownie nazywam antymuzyką łączy nas co najmniej jedna rzecz - umiłowanie bezkompomisowości. Może warto więc zobaczyć jak różne oblicza potrafi ona przybierać.


Paweł Frelik