|
Co w Polsce zgrzyta i szumi
|
|
Jako, że znowu nazbierało się trochę antymuzyki z Polski, zdecydowałem się poświęcić na jej omówienie całą stronę - do recenzji i innych wracamy w przyszłym miesiącu. Tak jak poprzednim razem przepraszam wszystkich, których materiały opisane są poniżej, a którzy musieli długo czekać na recenzję - mam tylko jedną stronę a rzeczy dzieje się mnóstwo. Jednocześnie zachęcam do nadsyłania materiałów spod parasola antymuzyki na mój adres (Paweł Frelik, P.O. Box 25, Lublin 14. Kontakt e-mail: frelik@klio.umcs.lublin.pl) - warto chyba co jakiś czas dowiedzieć się co w Polsce zgrzyta i szumi. KONIEC ŚWIATA to działający od 1998 jednoosobowy projekt Kamila Fyrste, który w przeciągu tego czasu zdołał zarejestrować 7 (być może w tej chwili już więcej) albumów! Do recenzji otrzymałem wydawnictwo "Before", które poza tytułem i czasem trwania (ponad 70 minut) nie zawiera ani bita informacji. Materiał na krążku to oględnie mówiąc bardzo eklektyczna mieszanina różnych stylów, które rzadko jednak miksują się ze sobą w obrębie pojedynczych utworów. Mamy tu więc i dysonansowe stukanie na pianinie, i coś co można by nazwać ambientem, i trochę noisu, i zabawy samplami inspirowane chyba NURSE WITH WOUND, i nawet utwór o poważnych black metalowych ciągotkach. Niektórych z nich słucha się całkiem interesująco, ale inne wydają się bardzo, bardzo niedopracowane i jakby nagrane na siłę - tak jakby ich autor koniecznie chciał zarejestrować wszystkie swoje pomysły. Świadczy o tym też liczba jego "płyt" rozprowadzanych na CD-ROM-ach - siedem pełnoczasowych materiałów w ciągu kilkunastu miesięcy! Chyba tylko Merzbow i Aube tyle wydają. "Before" zawiera kilka momentów naprawdę świetnej (anty)muzyki, ale niestety giną one w 70 minutach niedopracowanych dźwięków. c/o Kamil Fyrste, ul. Lwowska 110/25, 33-300 Nowy Sącz. E-mail: kbankows@wsb-nlu.edu.pl http://friko2.onet.pl/ns/fyrste/koniec/ JUDE O tej formacji (której nazwa nie sygnalizuje żadnych antysemickich sympatii zespołu - wręcz przeciwnie: muzycy podkreślają w niej tradycję miasta z którego pochodzą, zaś swego czasu znani byli - cytuje za Woyckiem - z regularnego 'czyszczenia' Łodzi ze skinów) słyszałem już od dawna od Woycka, który strasznie ich zachwalał. Po przesłuchaniu ich (o ile wiem) jedynego w miarę oficjalnego materiału "Ultimate Obedience" nie sposób nie zgodzić się z opinia Naczelnego Obusznika. Działający od 1993 łódzki kwintet wykonuje muzykę, którą sami nazywają 'industrial hardcore punk noise'. Elementy tych wszystkich stylów rzeczywiście można znaleźć na ośmioutworowej kasecie (przy założeniu, że punk prezentuje bardziej surowe podejście do dźwięku niż faktyczne podobieństwo do zespołów pokroju THE EXPLOITED). Gdyby pokusić się o jakieś porównania, punktem wyjściowym mógłby być pewnie wczesny GODFLESH, którego następnie należałoby bardzo zabrudzić, usurowić, zestroić w dół i uponurzyć. Z każdym jednak przesłuchaniem "Ultimate Obedience" dojrzewa i odkrywa coraz to kolejne walory, zaś jakiekolwiek porównania coraz bardziej bledną. Kiedy więc już zupełnie oswoimy się z ich muzyką, JUDE okazuje się być naprawdę oryginalnym zespołem. Gdyby działali na zachodzie dawno mieliby jakiś kontrakt płytowy, a u nas ... c/o Wiktor Skok, Obornicka 15/4, 91-039 Łódź. ARCA FUNEBRIS to ponownie jednoosobowy projekt i to bardzo młody, bo Mikołaj ma dopiero 18 lat. Mimo to sześć utworów mrocznego industrialu z debiutanckiej kasety "Hell On Earth" robi całkiem dobre wrażenie. Nieludzkie pulsacje, niepokojące sample, ciężkie opary niskich dźwięków świadczą o fascynacji BRIGHTER DEATH NOW z okresu "Necrose Evangelicum", przy czym Mikołaj wydaje się zwracać większą uwagę na powolne budowanie ponurego nastroju niż na rozpętywanie hałaśliwego pandemonium. Jak to w mrocznym industrialu bywa, bardziej liczy się tu klimat niż urozmaicenie (chociaż na jego brak też nie można narzekać - w jednym z utworów w tle pojawiają się totalnie zmutowane i zdeformowane niby-technowe beaty) i chociaż jakość materiału nie jest idealna, Mikołajowi udaje się wyczarować kilka ponurych momentów. Razem z materiałem dostałem również wersje 'advance' kilku nowych kawałków, które świadczą o wyraźnym rozwoju - interesujące eksperymenty z beatem, bogatsze brzmienie, więcej ścieżek dźwięku. BARDZO obiecujący początek. Mikołaj Żentara, Zakątek 5/51, 30-076 Kraków, e-mail: zyklon@kki.net.pl DESOLATION ZONE Ponad rok temu recenzowałem jedną z poprzednich taśm DESOLATION ZONE "Genocide". Najnowsza nazywa się "Warfare" i stanowi olbrzymi, ale to olbrzymi postęp w stosunku do tamtego materiału. Pierwsze rzecz, która uderza w tych czterech utworach mrocznego industrialu to bardzo selektywne i przestrzenne brzmienie. Otwierający kasetę "Endlosung" oparty jest na mocnej pulsacji, która po kilku minutach tak wtopiła mi się w umysł, że prawie przestałem ją dostrzegać. Nałożone na nią są rozmaite piski, zgrzyty i muzyczne tektury, które razem tworzą złowieszczo-maniakalną atmosferę: złowieszczą, bo w muzyce DESOLATION ZONE wyraźny jest mroczny pierwiastek, maniakalną - bo zagęszczające się hałasy przy głośnym słuchaniu mogłyby doprowadzić mnie odpornych do skraju załamania nerwowego. Drugi "Chaos" to z kolei przemykający się w tle bas i porozrzucane beaty z podłożonymi, zniekształconymi głosami. W dwu następnych, w których dominuje ten sam ponury nastrój, pojawiają się również bardzo interesujące kobiece sample. Bardzo mocny materiał, w który powinien zaopatrzyć się każdy polski fan industrii i eksperymentów. Krzysztof, ul. Staszica 19/13, 65-176 Zielona Góra; e-mail: sm666@neo.iz.wsp.zgora.pl MIASTO NIE SPAŁO Kaseta "Festspielhaus" jest co prawda nagraniem koncertowym z klubu Mózg w Bydgoszczy, ale gdyby nie pojedyncze oklaski pomiędzy utworami, można by wziąć ją za materiał studyjny. W odróżnieniu od trzech poprzednich gdańskie MIASTO NIE SPAŁO jest formacją stricte akustyczną. Pięć umieszczonych na kasecie utworów zbudowanych jest z dźwięków kontrabasu, wiolonczeli i akordeonu. Zbudowanych - gdyż kumulujące się powoli dźwięki przywodzą na myśl nie tyle linearne granie co proces powolnego dobierania i konstruowania. Balansując na granicy improwizacji, nocnych zawołań i dronowatej medytacji (które przywodzą na myśl estetykę WARSZAWSKIEJ JESIONKI), MIASTO NIE SPAŁO otwierają w swojej muzyce małą kieszonkę przestrzeni, która emanuje zadumą i refleksją. Można by nawet powiedzieć, iż są to rzeczywiście odgłosy nocnego miasta - tyle, że nie jego fizycznych elementów a przecinających się w eterze pasm zapętlonych myśli i smutków. Niesłychanie nastrojowy materiał - trudno mi uwierzyć, że udało im się stworzyć taka atmosferę na salce koncertowej. c/o Piotr Rhys, ul. Związku Jaszczurczego 7/44, 80-288 Gdańsk. ZUBIK Niestety info o tym projekcie jest tak samo skąpe jak jego muzyka - wiem, że jego inicjator pochodzi z Opola oraz udziela(ł) się w eksperymentalno-improwizacyjnej grupie DZIAD BOROWY. Kaseta "Saba-Re" zawiera tylko dwa trwające prawie 40 minut utwory maksymalnego minimalizmu - przez większość czasu z głośników wydobywa się jedynie jednostajna, kojąca muzyczna tekstura. Od czasu do czasu przebiegają po niej fale innych dźwięków, ale są one na tyle delikatne a emanacje tła na tyle silna, że chociaż słyszymy jakąś zmianę w ogólnym brzmieniu, ciężko jest powiedzieć na czym dokładnie ona polega. Tylko dla miłośników LULL i podobnych - inni się potężnie wynudzą. JANTAR DC 55 90-minutowe promo zawiera prawie 90 minut muzyki, którą z grubsza można by określić jako eksperymentalna elektronika. Jako wpływy Zenial (postać kryjąca się za nazwą) cytuje FSOL, APHEX TWIN i COIL, ale te nazwy stanowią punkt odniesienia tylko do części materiału, przede wszystkim początkowych, stonowanych i ambientalnych utworów. Im głębiej jednak w kasetę tym bardziej kompozycje staja się skomplikowane. Wielokrotne pokłady dźwięku, mnóstwo małych i większych hałasów, pojawiających się nagle i jeszcze szybciej znikających, zapętlone i zniekształcone sample głosów - wszystkie one nadają materiałowi bardzo industrialny i eksperymentalny posmaczek. Jednocześnie na uwagę zasługuje fakt, iż dzieje się tu tak dużo, że nie sposób popaść w zobojętnienie na dźwięki. Jeśli brakuje mi czegoś w tej muzyce, to jakiejś organizującej idei, zamysłu, którzy porządkowałyby cały materiał, ale zdaję sobie również sprawę, że jest to tylko przekrojowe promo, a nie album czy nawet demo. W każdym razie z niecierpliwością czekam na więcej. c/o Łukasz Szałankiewicz, Aleje WP 42/68, 38-500 Sanok. GENETIC TRANSMISSION Wszyscy, którzy chociaż trochę orientują się w krajowej scenie, nazwę GENETIC TRANSMISSION kojarzą z noisem. Niekoniecznie nowe już wydawnictwo (materiał został zarejestrowany w 1997, ale ukazał się bodajże w zeszłym roku), jakie ostatnio zdobyłem nosi tytuł "Doppelganger" (po niemiecku 'sobowtór'). Limitowana do 50 egzemplarzy kaseta jest jednocześnie małym dziełem sztuki gdyż samo pudełko zapakowane jest w dwa skręcone małymi śrubkami płaty papopodobnego materiału z nadrukiem - wygląda to niesamowicie. Sam materiał zaczyna się zadziwiająco spokojnie - odgłosy ptaków mieszają się tu z jednostajnym, niezbyt agresywnym warkotem maszyny. Dopiero potem natura znika a pojawia się coraz więcej mechanicznych dźwięków, ale jednostajność pozostaje. Dla mnie osobiście właśnie ona czyni "Doppelganger" bardziej interesującym - ciągle oczekiwałem wybuchu rozpasanego hałasu, który nigdy nie nastąpił. W pewnych fragmentach taśmy (szczególnie na drugiej stronie) natężenie małych i większych hałasów i hałasików osiąga krytyczną wartość, ale nie należy spodziewać się po "Doppelganger" wyziewów w stylu MERZBOW. To, co odróżnia dźwięki Tomasza Twardawy (bo to on ukrywa się pod nazwą GENETIC TRANSMISSION) od setek ludzi nastawiających oscylatory i radośnie idących na obiad jest zamysł i ewidentna praca, jaką włożył w skonstruowanie tego prepar-noisu. Rekomendacja AntiMusick dla początkujących adeptów noisu. Requiem Productions, c/o Łukasz Pawlak, ul. Wróblewskiego 11, 63-400 Ostrów Wielkopolski lub Tomasz Twardawa, tel.: (032) 270 0112. MORFEUS Na koniec propozycja dla czytelników zorientowanych na nową elektronikę. Nie oczekujcie jednak żadnego tanecznego techno, które często ukrywa się pod tą nazwą. Chociaż na pięcioutworowym CD-ROMie bez tytułu MORFEUS opiera się na beatach, są one tak zniekształcone, poskręcane, zdeformowane, zmiksowane i zbastardyzowane, że trzeba dużej wyobraźni, aby wyobrazić sobie ludzi gibających się w ich takt. Chociaż nie, nie jest to do końca prawda. Drugi "Szukam Tribala" oraz trzeci "Jaramy Jointy Czyli Kolejny Kawałek o Spalaniu Się" oparte są na wariacjach niesamowicie zaraźliwego niby-marszowego rytmu, który po pierwszej minucie każdego z nich nieomal wprowadza w trans. Jest tu też przewrotny pastisz (ja to przynajmniej tak odbieram) techno oraz próbka noisowych eksperymentów. Aby słuchać i lubić ten materiał, trzeba mieć bardzo otwarta głowę. Jest on również najlepszym przykładem, że nowa elektronika to nie tylko bezmyślny technoidalny muzak, ale również jedne z ciekawszych eksperymentów jakie obecnie w ogóle powstają. Michał Liberak, Al. Grunwaldzka 533/3, 80-320 Gdańsk Oliwa; e-mail: ml2@ikp.atm.com.pl |
|
|