W latach 80-tych po metalowych fanzinach przewinęła się grupa o nazwie 7 SECONDS (chociaż nie dam głowy, czy nie było to MINUTES) OF NAUSEA, której główną zasługą był fakt umieszczenia na siedmiocalowym singlu ponad 350 utworów. Oczywiście, jak łatwo policzyć każdy z nich nie mógł trwać więcej niż kilka sekund. I to było właśnie moje pierwsze spotkanie z noisem. Dopiero całe lata potem okazało się, że noise, podobnie jak punk, metal czy ambient, to zupełnie oddzielny świat, hermetyczny, ale i celowo ignorowany ze względu na swój radykalizm. Niektórzy z naszych czytelników kojarzą noise z wczesnym okresem działalności NAPALM DEATH, którzy w okresie "Scum" klasyfikowani byli jako 'noise-core", ze wspólnymi koncertami BRUTAL TRUTH z zespołami właśnie tego gatunku, czy z ostatnimi wycieczkami Relapse/Release w hałaśliwe rejony, czego przykładem mogą być utwory MERZBOW czy MASONNY na styczniowo-lutowym krążku. Tradycyjnymi twierdzami noisu są Japonia i Stany Zjednoczone, bardzo często mówi się także o silnej włoskiej scenie. Oprócz nich, pojedyncze zespoły tego gatunku można znaleźć w praktycznie każdym kraju na świecie.

Dla znakomitej większości osób, włączając w to tych, którzy na co dzień słuchają nawet bardzo ekstremalnej muzyki, noise to po prostu hałas, nie mający żadnej wartości estetycznej i przyprawiający jedynie o ból głowy. W praktyce jednak noise noisowi nie równy i w ramach tego gatunku można z łatwością wyodrębnić co najmniej kilka kierunków czy odłamów, w ramach każdego z których mieszczą się artyści mniej lub bardziej radykalni.

Najbardziej bodajże rozpowszechnionym podgatunkiem jest elektroniczny noise, który na pierwszy rzut (i na wszystkie późniejsze również) ucha brzmi jak niezorganizowana kakofonia sprzężeń, pisków, trzasków, wzmocnionego białego szumu i wszystkich możliwych do wyobrażenia dysonansowych zniekształceń. Jak sama nazwa wskazuje elektroniczny noise (określany również czasami 'power electronics', 'harsh electronics' lub 'harsh industrial') tworzony jest na całej gamie urządzeń, takich jak oscylatory, wielokrotne efekty i filtry, maszyny MIDI i wiele innych. Do najbardziej znanych wykonawców zaliczają się tutaj MASONNA, C.C.C.C., CONTAGIOUS ORGASM, TAINT, BRIGHTER DEATH NOW czy ATRAX MORGUE.

Drugi ważny odłam noisu bazuje na bardziej tradycyjnym instrumentarium gitar i bębnów, które odpowiedzialne są za robienie maksymalnie intensywnego, hiper szybkiego hałasu. Nie bez przyczyny 'gitarowy' noise zbliża się często do radykalnego grind cora, z którym łączy go właśnie szybkość i estetyka chaosu. Bardzo często utwory wykonawców tej odmiany, do których należał właśnie legendarny 7 SECONDS OF NAUSEA, a obecnie BOREDOMS, GEROGERIGEGEGE czy INCAPACITANTS (z trzema ostatnimi koncertował BRUTAL TRUTH), charakteryzują się długością (a raczej krótkością) rzędu kilku czy kilkunastu sekund. Drugą istotną cechą odróżniającą ten odłam od elektronicznego są wokale, które stylistycznie dostosowane są w pełni i muzyki i składają się z krótkich nieskoordynowanych wrzasków, pisków oraz najbardziej ekstremalnych dźwięków do których zdolne jest ludzkie gardło.

Przy takim charakterze kompozycji pewien stopień improwizacji jest nieunikniony, co z kolei stanowi pomost pomiędzy noisem i najbardziej radykalnymi przedstawicielami sceny improwizacyjnej (a jakże, jest taka, i to wielka - na nią też przyjdzie czas w AntiMusick) czy nawet avant-jazzowej. Dobrym przykładem zespołów, które stoją na przecięciu tych trzech 'kultur' są dwie formacje Johna Zorna: NAKED CITY (jeden z nich, "Torture Garden", firmowała brytyjska Earache) i PAINKILLER, szczególnie we wczesnym okresie działalności, ale także eksperymentalni gitarzyści K.K. Null i Jim O'Rourke.

Jeszcze innym wyraźnie zarysowanym podgatunkiem jest ambient noise, który to termin paradoksalnie z punktu widzenia kogoś słuchającego na co dzień ambientu będzie oznaczał zupełnie coś innego niż w przypadku członka sceny noise. Ten ostatni obdarzy takim określeniem wykonawcę, który rezygnuje z radykalizmu na rzecz tworzenia tekstur i krajobrazów, które są jednak ciągle na tyle hałaśliwe, aby usprawiedliwić przynależność do noisu. Jednym z takich artystów jest Akifumi Nakajima znany również jako AUBE, którego kompozycje oscylują pomiędzy surowymi i drastycznymi kakofoniami a swego rodzaju noisowymi pejzażami. Od całe rzeszy innych muzyków Nakajima odróżnia się również sposobem konstrukcji swoich kompozycji. Zamiast syntetyzować dźwięki na jednej z licznych maszyn, Nakajima bierze jako surowiec pojedyncze źródło dźwięku, które jest następnie miksowane, obrabiane i nakładane na siebie. Duża część z ponad 20 albumów i olbrzymiej ilości innych formatów oparta jest wodzie, ale w jego dyskografii można również znaleźć pozycje do których materiał wyjściowy to ludzki głos ("Re-Chant/De-Coda"), metal ("Metal Da Metal"), lampy ("Flash Point"), jednowoltowy oscylator ("E-Power"), stalowy drut ("Wired Trap"), puszki ("Squash") czy ludzkie płuca ("Pulmoplexus").

Bardzo często noise jest też rozumiany jako kolaż mniej lub bardziej znalezionych, naturalnych (w odróżnieniu od elektronicznych) dźwięków i odgłosów. Od poprzednich odmian ta różni się brakiem jednolitej ściany hałasu składającej się czy to wściekłych elektronicznych sprzężeń czy to metalicznych tekstur. Zamiast niej pojedyncze odgłosy mogą być porozrzucane na tle kompletnej ciszy lub jednorodnego, nieofensywnego słuchowo podkładu. Bodajże najsłynniejszymi przedstawicielami tej odnogi są amerykański ILLUSION OF SAFETY oraz zamieszkały w Londynie David Jackman, z innymi muzykami występujący pod szyldem ORGANUM. Do tej kategorii należy również zaliczyć hałaśliwe kolaże zawierające jednak elementy bardziej stonowanej muzyki takich formacji jak KAPOTTE MUZIEK czy SMELL & QUIM.

W punkcie " Kto jest kto w hałasie " zestawiłem nazwy najważniejszych wytwórni i wykonawców, co do których należy uczynić dwie uwagi. Po pierwsze, są to w znakomitej większości artyści wykonujący "czysty" noise bez żadnych domieszek. Uwaga jest o tyle na miejscu, że bardzo często granice pomiędzy noisem a ostrym industrialem, improwizacją czy avant-jazzem są bardzo płynne i praktycznie niemożliwe do zdefiniowania. Po drugie, w obydwu kategoriach (wytwórnie i zespoły) wymienione nazwy to jedynie czubek góry lodowej. Pod powierzchnią istnieją bowiem setki zespołów wydających swoje wydawnictwa wyłącznie na limitowanych singlach i kasetach, których status w tych kręgach jest o wiele wyższy niż w innych gatunkach muzyki.

Zorientowani nieco w temacie bez wątpienia zauważyli do tej pory oczywisty brak jednej nazwy, którą umyślnie zostawiłem na koniec - MERZBOW. Projekt Masami Akity jest bodajże najbardziej znaną na całym świecie marką, zarówno ze względu na staż (Akita rozpoczął działalność pod tym szyldem w 1980, a wcześniej występował w szeregu formacji improwizacyjnych) jak i wyrazistość wizji artystycznej. Z uaktualnianiem dokładnego katalogu wydawnictw MERZBOW nie może chyba nadążyć chyba nikt z wyjątkiem samego zainteresowanego, ale przybliżone szacunki mówią o niemal 300 pozycjach wszystkich możliwych formatów (na pytanie jak długo jeszcze będzie nagrywał Akita odpowiada "Nie mam powodu, aby przestać"). O mocno ugruntowanej pozycji Akity na rynku świadczyć może wydany ostatnio przez Blast First (oddział Mute, wytwórni o bardzo przecież ustalonej pozycji) "Scumtron", zbiór remixów utworów MERZBOW dokonanych przez znanych artystów techno i ambient, kolaboracje z takimi artystami współczesnej muzyki "poważnej" jak John Watermann czy wspominany już w tej rubryce 50-kompaktowy box wytwórni Extreme o bardzo wysokim jak na taki kolekcjonerski rarytas nakładzie tysiąca egzemplarzy.

Nie bez powodu wspomniałem o wizji artystycznej, gdyż w przypadku MERZBOW noise to nie tylko narzędzie słyszalnego terroru, ale wyjściowa jego zainteresowań surrealizmem oraz samą strukturą dźwięku. "Dla mnie, MERZBOW jest dekonstrukcją rocka, mieszaniną jego najbardziej ekstremalnych elementów. Niestety oprócz nich rock miał coś ponadto - głupie wokale, melodię, rytm. Dlatego też postanowiłem mieszać w zupełnie nowy sposób wyłącznie jego najbardziej gwałtowne, brutalne i chore składniki. Muzycy rockowi wydają się używać przemocy jako emocjonalnego chwytu reklamowego. Ja z mojej strony używam jej bez żadnych emocji lub uczuć. Odkryłem, że najbardziej gwałtownym użyciem dźwięku jest przester z feedbackiem. Powstaje wtedy coś, co można nazwać śmiertelnym wrzaskiem elektroniki. Tworzenie feedbacku przypomina również masturbację sprzętu," mówi Akita. Te seksualne porównania prowadzą zresztą do drugiego z jego zainteresowań - sadomasochizmu i fetyszyzmu. Motywy ekstremalnego seksu przewijają się przez całą twórczość MERZBOW, zazwyczaj w postaci oprawy graficznej wydawnictw, chociaż Akita wielokrotnie komponował soundtracki (oczywiście oparte na noisie) do podziemnych filmów porno. "Cały pomysł opiera się na łączniku pomiędzy sadomasochizmem i noisem, którym jest fetyszyzm," wyjaśnia muzyk. "Sadomasochizm to fetyszystyczne podejście do ludzkiego ciała, noise jest tym samym w stosunku do dźwięku. No i do tego erotyzm był jednym z najważniejszych tematów surrealizmu".

Tyle Akita. A przecież obok MERZBOW istnieje co najmniej kilkanaście formacji, których dyskografie liczy się już obecnie dziesiątkami pozycji. I nawet jeśli przyjąć, że połowa z nich to zwykły hałas (!) ciągle zostawia nam to całe tony pozycji. Posłuchacie?
Paweł Frelik