COIL
Constant Shallowness Leads to Evil
(Eskaton)

Żadne chyba wydawnictwo COIL w ostatnich czasach nie przyniosło tyle konsternacji co ten kolejny krążek powiązany z występami zespołu na żywo (ten upamiętnia wrześniowy gig w Londynie). "Constant Shallowness Leads to Evil" został przez wiele osób natychmiast okrzyknięty industrialnym i coś w tym opisie jest. Te 60 minut muzyki w niczym nie przypomina bowiem miękkich, surrealistycznych tekstur poprzednich płyt - pełno to pisków, trzasków, jakichś elektronicznych efektów i glitchów. Pojawiają się też mocno preparowane partie wokalne i niemal jarmarczne bębenki nie-bębenki wybijające niemal groteskowy rytm. I chociaż słucha się tego znacznie trudniej niż sennych muzyk do odbioru w ciemności, żadne chyba z ostatnich wydawnictw COIL nie tworzy tak spójnego koncepcyjnie dzieła. Bezwolna płytkość, zaniedbanie ducha prowadzi nie tyle do głupoty co do zła, zaś muzyka COIL jest dĄwiękowym obrazem tego, co na końcu drogi czeka nieuważnych lub leniwych. Zniekształcony głos fanatycznego kaznodziei, sarkastyczne śmiechy, pozrywane rytmy, dysonanse i praktycznie power-elektroniczny hałas w kilkunastu ostatnich króciutkich kawałkach wprowadzone tam, gdzie kiedyś panowały piękne harmonie to upadek ale i przestroga. Przestroga przed losem, który czeka tych, którzy odrzucają świadomy wysiłek aktywnego odbioru otaczającego nas świata i zadowalają się bezwolną konsumpcją coraz bardziej jałowych wytworów ludzkiej pustoty i zadufania. A nawiasem bardzo dobrze się stało, że "Constant Shallowness Leads to Evil" brzmi tak jak brzmi - błogi nadmiar wszystkiego, nawet ulotnej muzyki księżyca, prowadzi do zła.