NOCTURNAL
EMISSIONS



Tharmuncrape an’goo


(Soleilmoon)



Dawno nie słuchałem albumu, o którym aż tak bardzo nie wiedziałbym co myśleć. Najnowsze dzieło NOCTURNAL EMISSIONS umyka bowiem jakimkolwiek porównaniom i szufladkom. Biorąc pod uwagę chwalebną przeszłość zespołu, ale również i rozłam w grupie jego fanów od kiedy NOCTRUNAL EMISSIONS odeszli od zdecydowanie mrocznego ambientalnego stylu pierwszych albumów, można traktować "Tharmuncrape an’goo" albo jako dzieło genialne albo totalny i nudny gniot. I pomimo kilkunastokrotnego przesłuchania ciągle nie mogę się zdecydować do której z tych kategorii go zaliczyć. Jednym z najważniejszych instrumentów na tym albumie jest szkocka kobza, wokół której Nigel Ayers, lider zespołu, tka z dzwoneczków, instrumentów perkusyjnych, tzw. "znalezionych dźwięków" i mikrotonalnych wariacji transowo-szamańskie struktury. I aczkolwiek nie jest to magia, którą sam chciałbym praktykować, jej obecność jest wyraźnie odczuwalna w każdej z pięćdziesięciu sześciu minut "Tharmuncrape an’goo". Dysonansowe partie, hipnotyczne, rwane rytmy bębnów i wszechobecna kobza wywołują wrażenie uczestnictwa w jakimś prymitywnym, oczyszczającym misterium. I tak jak w każdym rytuale ukończenie wymaga dużego samozaparcia i poświęcenia, tak i pełne przesłuchanie tego albumu jest próbą nerwów przy której dziecinną zabawą wydaje się lektura izolacjonistycznych czy noisowych eksperymentów. Ja jakoś przetrwałem, ale ciągle nie wiem co myśleć o "Tharmuncrape an’goo".

(Soleilmoon Recordings, P.O. Box 83296, Portland OR 97283, USA)

Recenzja z AM 6.1998:
NOCTURNAL EMISSIONS "Sunspot Activity" (Soleilmoon)

Paweł Frelik