W poprzednim numerze mogliście przeczytać recenzję albumu z demiksami kompozycji Alana Lamba. Dzisiaj o nim samym i jego dźwiękach.


Lamb urodził się w Edynburgu w 1944 i pierwsze lata swojego dzieciństwa spędził na farmie niańki. Podczas spacerów po okolicznych polach lubiła ona przykładać ucho do słupów telegraficznych, aby posłuchać "dźwięków, który wydawał świat". On sam pamięta tylko delikatny szum i dopiero po latach Lamb zdał sobie sprawę z prawdy, jaka kryła się w słowach kobiety. Kiedy Alan miał sześć lat, jego rodzina wyemigrowała do Australii. Następne 25 lat to szkoła, studia medyczne na University of Western Australia oraz doktorat z psychologii.

W 1971 Lamb zainteresował się rzeźbą i sam nawet zaprojektował pracę oparta na idei światła załamywanego w płynącej wodzie. To z kolei doprowadziło go do przekonania, że każdy ruch w dziele sztuki powinien mieć swój własny dźwięk. Na podstawie dziecinnych wspomnień rezonujących drutów Lamb zaprojektował kilka urządzeń z użyciem nylonowych i katgutowych nici, na których badał odgłosy zmieniające się w zależności od temperatury, światła i prądów powietrza w pomieszczeniu. Ostatecznie wpadł na pomysł użycia drutów zawieszonych w polu magnetycznym i grania na nich przy pomocy zmieniających się impulsów elektrycznych. Niemniej jednak z powodu technicznych ograniczeń, efekty nie były zachęcające. Przełom przyszedł, jak wspomina Lamb, pewnej nocy latem 1975. Podróżując po Szkocji zatrzymał się on pewnej nocy na poboczu drogi, aby spędzić noc w samochodzie. Po kilku godzinach obudził go przybliżający i oddalający się 'śpiew' drutów telefonicznych pod którymi Lamb zaparkował. Zafascynowany, Lamb słuchał ich zmieniających się rytmów i harmonii, które trwały aż do rana. Tej nocy postanowił nagrywać ich muzykę.

Pierwsze próby były zniechęcające, tym bardziej, że w Australii większość okablowania telefonicznego była izolowana przed rdzą, co radykalnie zmieniało jego brzmienie. W 1976 podczas odwiedzin u siostry mieszkającej w pobliżu Fitzgerald National Park, na granicy wielkich otwartych przestrzeni na których panował tylko wiatr, Lamb odkrył pół mili nieużywanej linii telefonicznej: 12 słupów, 6 nieuszkodzonych i nieizolowanych drutów, które biegły z po osi północ-południe, najlepiej wyeksponowanej na działanie wschodnich wiatrów. Lamb kupił je za 10 dolarów i tak rozpoczął się projekt "Faraway Wind Organ". W przeciągu następnych 10 lat Lamb nauczył się nagrywać śpiewające druty oraz komponować z nich muzykę.

Przed rozpoczęciem komponowania Lamb poświęca wiele czasu na nagrywanie materiału, gromadząc często nawet kilkadziesiąt godzin materiału. Daje mu to również możliwość porównania zmian podczas różnych rodzajów pogody, pór dnia i roku. Taki zbiór dźwięków jest katalogowany według rytmu, wysokości, barwy i innych cech. Lamb musi również starać się zapamiętać jak najwięcej z próbek, które łączy ze sobą, próbując różnych kombinacji aż do momentu kiedy z chaosu odgłosów zaczyna wynurzać się kompozycja. Ostatecznie dźwięki zapisywane są na wielościeżkowym magnetofonie i obrabiane. Pomimo, że cały proces tworzenia jednej kompozycji może trwać nawet po kilka miesięcy czy rok, Lamb bardzo często modyfikuje później swoje dzieła lub wręcz je odrzuca.

Jak przyznaje sam kompozytor takie podejście do obróbki materiału jest tylko jednym z wielu. Muzyka drutów jest praktycznie nieograniczona. Wszystko co dotyka przewodu powoduje jakiś odgłos perkusyjny. Najczęściej są wpadające na druty owady, siadające lub poruszające się ptaki. Także ptasi śpiew jest transmitowany poprzez ich nogi do drutów. To samo dotyczy skrzypienia samych słupów oraz ich poprzecznych ramion, których przykłady można znaleźć w "Night Passage" z 1985, oryginale, który posłużył jako materiał do recenzowanej w zeszłym miesiącu płyty.

Lamb buduje też z kawałków drutu różnego rodzaju gongi i flety, które następnie zawiesza na przewodach i których odgłosy na wietrze przechodzą na omikrofonowane linie. Szeroki repertuar dźwięków czyni z drutów niesamowicie skomplikowany instrument o nieskończenie dużej liczbie kombinacji. To co, różni go od innych to brak całkowitej kontroli nad nim. Dlatego też Lamb podkreśla konieczność wejścia w "stan jedności" z instrumentem i otoczeniem.

Obok własnych kompozycji takich jak "Primal Image", "Night Passage" czy "The Last Anzac" Lamb dokonał również szeregu nagrań z innymi muzykami. Do najbardziej znanych należą: "Skysong" z Sarah Hopkins, kompozycja na głos, wiolonczelę i druty oraz „Mirages" będąca ilustracją rzeźby wideo "Time Mirages" Joan Brassil. Obok tworzenia nowych kompozycji na organy wietrzne, bo tak właśnie Lamb nazywa ten instrument, pracuje on nad skonstruowaniem zestawu, który umożliwiałby ‘granie’ w czasie rzeczywistym, bez uprzedniego nagrywania materiału na taśmę. Lamb prowadzi również szeroko zakrojone badania nad fizyką i strukturą dźwięków, które prowadzą go w rejony gdzie nauki ścisłe krzyżują się z muzykologią teoretyczną. Nie ma chyba jednak potrzeby wchodzenia w te dywagacje. Druty śpiewają i bez nich.

(Jedynym znanym mi polskim dystrybutorem nagrań Alana Lamba wydawanych przez australijską Dorobo jest Obuh Records, P.O. Box 338, 20-950 Lublin 1 - nie zapominajcie o kopercie zwrotnej ze znaczkiem.)



Paweł Frelik