CANAAN
Brand New Babylon
(Prophecy)

Prawda jest taka, że CANAAN bezlitośnie odsłania w mojej ... echem ... wypalonej noisem i zlanej mrocznymi ulewami duszy te miejsca, w których drzemie sympatia do zwykłych prostych - żeby nie powiedzieć popowych - melodii. Oczywiście aby tego dokonać trzeba być dużego formatu dźwiękowymi magikami, ale o tym, że Mauro i załoga nimi są wiemy jeśli nie od czasów debiutanckiego "Pale Fire" to już na pewno od wydanego dwa lata temu podwójnego "Walk Into My Open Womb". Prawie 70 minut nowego albumu odchodzi nieco od podniosłych eterów poprzednika - chociaż przestrzeni jest tu ciągle wiele - i zmierza w kierunku chwytliwych i zgrabnych, chociaż nie pozbawionych mistyki piosenek. Wizje takiego łatwego i gładkiego albumu burzy jednak kilka dronowatych utworów, które nagłym zjazdem w minorowe tonacje - zarówno muzyczne jak i emocjonalne - przypominają, że mimo wszystko nie z cukierkowym popem mamy tu do czynienia. Takiej klasyfikacji przeczą również bardzo rozbudowane i eklektyczne aranże. Ci, którzy przed sobą nie chcą się przyznać do okazjonalnego romansu z muzyka (z pozoru!) lekką, łatwą i przyjemną, na "Brand New Babylon" będą kręcić nosami, ale dla mnie Włosi są już klasą samą w sobie.
(Prophecy Productions, Kurfuerstenstrasse 5, 54492 Zeltingen-Rachtig, Germany)