EN NIHIL



Death Keeps

(Red Stream)



Po albumie ENDURY, EN NIHIL stanowi kolejną wycieczkę amerykańskiej wytwórni w krainę mrocznego i minimalnego ambientu. Adam Fritz występujący jako EN NIHIL rozpoczynał swoją karierę grając tzw. 'power electronics', ale na przestrzeni około 10 kaset i sfinansowanego przez samego siebie debiutanckiego albumu jego styl przeszedł znaczącą ewolucję. Otwierający album "Final Bliss" opiera się na rytmicznych rytualno-etnicznych bębnach, na które nałożone są orientalnie piszczące melodie i jest to praktycznie jedyny na tej płycie utwór, w którym coś się dzieje, w konwencjonalnym znaczeniu tego słowa, rzecz jasna. Drugi "Blood Bone" nadaje za to ton, który będzie obowiązywał do samego końca - czysty izolacjonizm w najlepszej tradycji LULL. Odgłosy mas powietrza co jakiś czas wypluwających z siebie pojedyncze dźwięki do złudzenia przypominają kompozycje Micka Harrisa, tyle, że Adam Fritz wyciąga z nich specyficzną grozę i dreszcz. Trzeciego "Fall" z początku niemal nie słychać i gdyby nie włączająca się po chwili deklamacja można by go wziąć za nagle podwyższone szumy głośników. A potem, całe kilometry w głąb utworu pojawia się jakaś wątła linia melodii. Ponad dwunastominutowy "Open Your Eyes And See Death" kontynuuje taktykę oddychających wielkich otchłani, zaś w ostatnim "Drift III" pojawia się co prawda zdecydowany dźwięk, ale jest on tak jednostajny, że po pewnym czasie jakby wtapia się w tło. "Death Keeps" to album bardzo minimalny w swoich środkach wyrazu, ale wbrew pozorom można na nim znaleźć bardzo wiele. I na tym chyba polega właśnie sztuka. Ta przez wielkie S.


(Red Stream, P.O. Box 342, Camp Hill, PA 17001-0342, USA)

Paweł Frelik