TRIAL OF THE BOW




Rite of Passage

(Release)



Drugi w ogóle, a pierwszy pełnoczasowy, album australijskiego duetu TRIAL OF THE BOW jest dobrym przykładem na pomieszanie terminów o jakim piszę w "Ambient - jeden czy wiele?". Prasówka wytwórni sugeruje, aby zakatalogować to wydawnictwo bądź jako 'experimental', bądź jako 'world music', bądź też 'ambient'. Już wiecie o co chodzi. Ze wszystkich tych terminów najmniej adekwatny wydaje się być ten pierwszy, co niejako automatycznie umieszcza zespół w kategorii "Ambient World". Ale dosyć tych rozważań. "Rite of Passage" jest zdecydowanie przeznaczony dla miłośników ostatnich, etnicznych, dokonań DEAD CAN DANCE czy MUSLIMGAUZE. W porównaniu do debiutanckiego mini "Ornamentation" TRIAL OF THE BOW poszli zdecydowanie dalej w kierunku etnicznych rozwiązań. Na "Rite of Passage" dominują bliskowschodnie motywy w przeważającej części odegrane na oryginalnych instrumentach, których same nazwy brzmią dla mnie zupełnie obco. W każdym praktycznie utworze obecny jest wybijany na tamburynie i kongach rytm, na który nałożone jest całe bogactwo brzmień, zawodzących melodii, melancholijnych przestrzeni i dziesiątek innych elementów. I robią one niesamowite wrażenie zarówno w momentach, kiedy pod koniec niektórych utworów nakładają się na siebie, splatają i wybuchają w fontannie dźwięku, z której wyłania się przepiękna melodia jak i tych, w których jednostajny dźwięk kreuje przed oczami otwartą i spustoszoną wiatrami równinę. Pod wieloma względami jest to muzyka bardzo prosta i nieskomplikowana niczym piaski krajów na których odgrywają ją śniadzi muzycy. Renato Gallina i Matthew Skarajew proszą, aby słuchać "Rite of Passage" z otwartym umysłem i puścić wodzy fantazji. Ja sugerowałbym otwarte serce.


Paweł Frelik