ILDFROST
You'll Never Sparkle In Hell
(Fluttering Dragon)

Nie będę już piał kolejnych peanów na temat rosnącej stajni Fluttering Dragon ani też jakości ich działalności - zanim przejdę do samej płyty musze tylko wspomnieć o wkładce, która jest jedną z lepiej zaprojektowanych i wykonanych jakie w ogóle widziałem. Tyle. Nagrywającego niegdyś dla Cold Meat Ildfrost nie trzeba przedstawiać, tym bardziej, że od czasów poprzedniego "Natanael" w muzyce nie zaszły jakieś wielkie zmiany. W praktyce oznacza to, że te 62 minuty będzie równie ciężko przyswoić jak poprzednika - po pierwszym przesłuchaniu "You'll Never Sparkle In Hell" po prostu denerwuje! Niezależnie od tego, jak bardzo wchodzą nam na przykład krótkie pasaże ponurych klawiszy i rytmicznego tła w szóstym "Remote", ciągła zmiana stylów, nastrojów i konwencji może zdezorientować nawet najbardziej wytrwałych eksperymentatorów. No bo są tu i niby folkowe śpiewy na ciemno-ambientalnych tłach, i leniwe, niby-taneczne beaty przewijające się w kilku utworach, i deklamacje, które przypominają mi jeden z utworów z "Horse Rotovator" Coila. W to wszystko co raz wdzierają się jakieś a to hałasy, a to maszynka do szerzenia dark ambientu, którą zaraz wypiera jakieś Twin Peaksowe pianino. Słowem - schizofrenia, a co najgorsze w odróżnieniu od recenzowanych gdzieś obok Karpat Magicznych w tym eklektyzmie trudno doszukać się jakiegoś wspólnego mianownika. I szczerze mówiąc po jakichś kilkunastu przesłuchaniach "You'll Never Sparkle In Hell" ciągle nie mogę odnaleźć klucza do tego albumu. Wiem tylko, że jest on czymś więcej niż tylko luźną i przypadkową zbieraniną. Ale może właśnie tak miało być? Może mamy aktywnie wsłuchiwać się muzykę Ildfrost poszukując małego, lokalnego Graala, który nie istnieje?
(Fluttering Dragon Records, P.O. Box 182, 03-700 Warszawa 4)