COIL
Astral Disaster
(Threshold House/World Serpent)

Pierwotnie wydany rok temu w 99 winylowych egzemplarzach "Astral Disaster" jest kolejnym odcinkiem dźwiękowej uczty jaką od jakiegoś czasu raczy nas angielski kwartet. Trzeba jasno powiedzieć, że "Astral Disaster" nie jest drugą częścią "Musick to Play in the Dark" ani z nazwy, ani z charakteru. Nie ma tu ciemności i polarnej strony dźwięków. Są za to tony melancholii - to takie dziwne i jakby staroświeckie słowo w odniesieniu do tak poszukującego zespołu, ale przy wszystkich swoich muzycznych i poza-muzycznych eksploracjach Coil wydają się wyjątkowo wyczuleni na melancholijny aspekt świata - to, co kiedyś David Tibet z Current 93 nazwał "sadness of things". Takie właśnie nastroje emanują z ponad dwudziestodwuminutowych dronowatych "The Mothership and the Fatherland" i "MU-UR". Broczy nimi również porażająco piękny "The Sea Priestess" z niesłychanie surrealistycznym, deklamowanym przez Balance'a tekstem, z pod którego niczym auralne odpowiedniki pisma automatycznego wydobywają się na wpół nieziemskie głosy. Muzyka Coil jest słyszalnym sigilem, nieustanną medytacją nad światem i nad naszym (waszym też?) pragnieniem przebicia powłoki rzeczywistości i dotarcia do prawdy - dawno żadne dźwięki nie pozwalały mi się tak koncentrować. Jest ona również wehikułem zabierającym nas stąd TAM - każdy ma swoje bardziej lub mniej uświadomione TAM. Poza słowami. Kilka pytań: Dlaczego egipscy Aztekowie przybywają z Tybetu? Kogo widuje Balance? Jakie byty powołuje do życia mantra MUUR? Dlaczego wszyscy jeszcze nie wiedzą, że Coil jest najlepszym zespołem na ziemi?