THE BODY HATERS
34:13
(Young God)

W porównaniu do pierwszej części trylogii (recenzja AntiMusick 6/1998), która przy swoim psychicznym zawieszeniu wykorzystywała przynajmniej akustyczne instrumenty i "ludzkie" dźwięki, "34:13" jest pustynią, rozciągającą się na pograniczu pomiędzy monotonnymi dronami i kąsającym noisem. Jeśli przyjąć, iż "Number One of Three" był poszukiwaniem problematycznego człowieczeństwa, ten jeden, trwający dokładnie tyle ile obiecuje tytuł, utwór wydaje się być wysiłkiem skierowanym na zaprzeczenie, jeśli nie jego samego, to z całą pewnością związanej z nim cielesności. Ci, którym się wydaje, iż ich muzyczni i nie-muzyczni bohaterowie mają prawdziwe rozterki i problemy, powinni spróbować zajrzeć w duszę Michaela Giry. "34:13" jest bowiem podróżą po kilku kręgach jego prywatnego piekła, która pomimo stylistycznej odmienności od poprzednich dokonań jest logicznym rozwinięciem jego nihilistycznych poszukiwań zarówno w THE SWANS jak i twórczości literackiej (opowiadanie "Some Weaknesses"). Pierwsza połowa tego długiego utworu zdominowana jest wysokimi, bolesnymi dźwiękami, pod jego koniec pojawia się głos (jak rozumiem Jarboe) - ni to medytacyjne zawodzenie, ni to bezwolny krzyk przerażenia. Mimo, że potrafię sobie wyobrazić, ba, mimo, że słyszałem bardziej ekstremalne muzycznie albumy, ciężko jest mi stanąć twarzą w twarz z tym, czego rąbek odkrywa przed nami na "34:13" Gira. Pokrewne stylistyczne formacje noisowe ogłuszają, ale w ich przekazie wyraźna jest wola szokowania, epatowania ekstremą, zadawania bólu - "34:13" jest bezwolnym i straceńczym dziełem człowieka egzorcyzmującego swoje prywatne demony.
(Young God Records, P.O. Box 420232, Atlanta GA 30342-0232, USA)