VALEFOR


Death Magic


(Death Factory/Cold Meat Industry)



VALEFOR w skład którego wchodzą Baron Drakkheim Abaddon i jego towarzyszka Drakat LeJenne to typowy przykład black metalowca nawróconego na mroczny ambient. Drogą wytyczoną niegdyś przez Mortiisa podąża teraz wielu muzyków, chociaż w większości przypadków wiedzie ona do miernoty i beztalencia. Niekoniecznie dzieje się tak w przypadku debiutu VALEFORA, chociaż i tu pozostaje ciągle trochę do zrobienia. „Death Magick" nie jest materiałem, którego słucha się z uwagą i analizuje rozbierając na składniki pierwsze. Gdyby tak uczynić, okazałoby się, że większość z dziesięciu ścieżek na tym albumie jest do siebie bliźniaczo podobna. Jeśli jednak poddać się mu i zanurzyć w jego mroczno minimalistyczne odmęty, „Death Magick" staje się znakomitym kultakiem, który napełnia pokój odgłosami przewalających się gdzieś w dali burz i złowieszczym trzeszczeniem znanym wszystkim antystom z produkcji BRIGHTER DEATH NOW. Momentami włączają się też głosy, czy też raczej szepty i zaklęcia dwojga członków, ale w przeważającej części jest to album instrumentalny w najlepszej tradycji izolacjonistycznego death ambientu (no, nareszcie sam wymyśliłem nazwę jakiegoś gatunku!). I aczkolwiek debiut VALEFOR jest absolutnie nieoryginalny, ironicznie jest on także jednym z lepszych krążków, jakie ostatnio słyszałem w gatunku. Co jedynie potwierdza Mickiewiczowską wyższość serca nad okiem.


Paweł Frelik