Bardzo dziwne dźwięki


Oprócz mrocznych ambientów, industriali i innych, świat dźwięków prezentowany w AntiMusick to również albumy i utwory, których charakter i/lub proces kompozycyjny w znaczący sposób odbiegają od wszystkiego co powszechnie uznajemy za muzykę. Co jakiś czas chciałbym przyjrzeć się niektórym z nich w cyklu "Bardzo dziwne dźwięki".


Część 1 - Symfonie ciszy


Najprostszą formą dźwięku jest cisza, ale ona tak naprawdę nie istnieje. Osobą, która uśmierciła ją po drugiej wojnie światowej był amerykański kompozytor i awangardzista John Cage. Jego utwór zatytułowany 4'33", popularnie znany jako "Silence", jest jednym z najbardziej znanych dowodów na niebyt ciszy. Według wskazówek Cage'a, jest to trwająca 4 minuty i 33 sekundy kompozycja na instrument, z którego muzyk nie może wydać ani jednego dźwięku. Wykonujący ją po raz pierwszy w 1952 David Tudor spędził powyższy czas siedząc przy pianinie, zaś jedynymi ruchami były bezgłośne otwieranie i zamykanie pokrywy instrumentu na początkach i końcach części utworu. Z tego też powodu błędnie zakłada się, iż Cage'a "napisał" ten utwór na pianino - faktycznie może być on wykonany przy użyciu jakiegokolwiek instrumentu.

Świadkowie wykonania 4'33" nie mają jednak słuchać ciszy - utwór ten jest motorem do pobudzenia świadomości otaczającego nas świata dźwięków. Oczekujący idealnego bez-dźwięku słuchacze z czasem uzmysławiają sobie bowiem obecność wszystkich drobnych odgłosów, na których istnienie normalnie nie zwracają uwagi - skrzypienia butów i krzeseł na sali, chrząknięć, być może głośniejszych samochodów przejeżdżających obok budynku w którym wykonywane jest dzieło. W tym sensie, każde "wykonanie" 4'33" jest inne i wyjątkowe - odgłosy otoczenia są niepowtarzalne.

Nieco współcześniej, jednym z bardziej znanych artystów badających dynamikę ciszy i hałasu jest Hiszpan Francisco Lopez, którego katalog rośnie w tempie przypominającym działalność japońskich noisowców. W kontekście ciszy, wśród jego wydawnictw na szczególna uwagę zasługuje wczesna, dwuutworowa kaseta wydana przez amerykańską Banned Production a zatytułowana "Paris Hiss". Zawarte na niej 57 minut to wynik wielokrotnego kopiowania na siebie dwu zwykłych kaset magnetofonowych. Po kilkuset powtórzeniach tego procesu i drobnych miksach - które nie wprowadzają żadnych zasadniczych zmian w sam charakter zawartości - dźwięki z "Paris Hiss" przypominają wszystko tylko nie ciszę. Kaseta Lopeza pulsuje szumami, trzaskami i sonicznymi nieczystościami. Zapytany o intencje, Lopez stwierdził po prostu, ze lubi szum taśmy - tutaj jest on wyolbrzymiony niedoskonałością sprzętu i zniekształceniami, które w początkowo minimalny szum taśmy wprowadza zarazem chaos i porządek.

Spadkobiercami Lopeza w prostej linii są Argentyńczycy z tria REYNOLDS. Wydany w 2000 roku przez wytwórnię znanego minimalisty Bernharda Guntera Trente Oiseaux ich album "Blank Tapes" to wynik wielokrotnego miksowania i przegrywania czystych kaset pochodzących z okresu 1978-1999. Początek materiału - o ironio wydanego na płycie kompaktowej - jest bardzo niepozorny, ale z czasem szum czystych kaset nabudowuje się do kolosalnych proporcji, zaś z pozornego chaosu białego szumu wyłaniają się, niczym majaczące we mgle budynki, struktury i odgłosy zdolne do pobudzania wyobraźni w takim samym stopniu co pełne, zaokrąglone dźwięki ambientu.

Do tej samej kategorii można zaliczyć krążący po świecie, na wpół legendarny i anonimowy (gdyż niestety nie udało mi się ustalić imienia/nazwy "twórcy") "Blank CDR" - czysty CDROM, którego pierwsza, mocno ograniczona "oryginalna" edycja jest praktycznie niedostępna. Jego istnienie podtrzymywane jest wielokrotnym przegrywaniem przez osoby wymieniające się tą pozycją, która jednocześnie bezustannie ewoluuje. Tak jak 4'33" symbolicznie zburzył mit o absolutnej ciszy, "Blank CDR" dekonstruuje przekonanie, iż technologia CDR zapewnia 100- procentowe odwzorowanie oryginału. Każda kolejna kopia "czystego cdromu" zawiera bowiem minimalnie większą dawkę dźwiękowych "brudów" wynikających z niedoskonałości nagrywarki, okablowania czy wieży Hi-Fi.

Przykładów można by wymienić jeszcze kilka, ale w gruncie rzeczy wszystkie one dowodzą jednego - świat dźwięku jest o wiele bogatszy i szerszy niż dostrzega to wiele osób. Aby się o tym przekonać należy zacząć uważniej słuchać swojego otoczenia ale również wyzbyć się nawyku dzielenia dźwięków na dobre, celowo skomponowane, i złe, powstające samoistnie. Nagrodą jest gwałtowne poszerzenie się świata o tereny wydarte złudnej ciszy. Czy taka zmiana percepcji owocuje przyjemnością równą tej doświadczanej podczas słuchania ambientu jest już zupełnie indywidualną sprawą.