BRUME
Normal
(Release)

Przyznam się, że do recenzji najnowszego albumu BRUME podchodziłem z niejakim strachem. Nie dlatego, że ukrywający się pod tym szyldem Christian Renou jest jakimś wyjątkowym guru, chociaż jego zasługi dla rozwoju muzyki eksperymentalnej są niepodważalne. Nie dlatego też, że nie wiem co myśleć o "Normal". Moja obawa dotyczyła nieumiejętności wyrażenia tego, co stanowi esencję muzyki BRUME. Niesłychanie trudno jest napisać cokolwiek sensownego, a jednocześnie w pełni prawdziwego o muzyce artysty, który miesza elementy musique concrete, industrialu, noisu i ambientu, w sposób dzięki któremu efekt finalny nie jest żadną z tych muzyk a jednocześnie nimi wszystkimi. Najprostszym opisem byłoby chyba rozległe pole słuchowe zbudowane z w miarę jednorodnego dźwięku, na którym Renou umieszcza niesłychane ilości przypadkowych "znalezionych dźwięków" - zarówno kilkosekundowych jak i tych powracających. Słuchanie "Normal" (dalekie od jakkolwiek pojętej normalności) przypomina spacer wśród dziwacznych struktur, które bezustannie mutują i zmieniają się przybierając kształty uporządkowanych form rytmu, ale i okazjonalnych chaotycznych baraży hałasu. I tak, prawie piętnastominutowy "L-Dopa" opiera się na narkotycznym niby-szczepowym rytmie, który wije się pośród porozrzucanych dźwiękowych obiektów, ale już następny "Korsakov Syndrom" zamyka się w niespełna dwu minutach samounicestwiając się i znikając z pamięci zgodnie ze swoim tytułem. Każdy z tych dziewięciu utworów jest inny, więc jakiekolwiek próby syntetycznej analizy są z góry skazane na niepowodzenie, zaś szczegółowa analiza zajęłaby dużo więcej miejsca niż ta strona. Jeśli więc pod koniec tej recenzji dalej nie macie nawet najmniejszego pojęcia jak brzmi BRUME, to oznacza, że moje obawy nie były bezpodstawne. (Release, P.O. Box 251, Millersville PA 17551, USA)