|
MERZBOW
Tauromachine (Release) |
|
Ostatnio
jeden z moich kolegów zauważył, zupełnie słusznie, iż 99 procent recenzji
niezwykle płodnego MERZBOW jest praktycznie identycznych - jedynym zmiennym
elementem jest tytuł wydawnictwa. Wszystkie one mówią o "rozrywającym
uszy hałasie", "związkach z fizycznym cierpieniem" i tym podobnych "ble,
ble, ble". Powód takiego stanu rzeczy jest zaskakująco prosty - większość
recenzentów nie potrafi przyznać, iż nie potrafią pisać o dźwiękowym
zjawisku Akity, a ogólniej, większości sceny noisowej. Nie potrafią,
gdyż tak samo jak czysty noise stanowi zaprzeczenie jakichkolwiek norm
twórczości muzycznej, tak pisanie o nim nie może odbywać się w tradycyjnych
kategoriach struktury, rozwoju czy współzależności poszczególnych składników.
Noise możemy porównywać do jakiegoś innego noisu, możemy mówić, iż ma
większą lub mniejszą zawartość jakichś tonów czy próbować odnaleźć w
nim ślady idei odciśniętej w tytułach poszczególnych kawałków. Lub zachwycać
się jego katartycznym działanie. Noise albo się lubi albo nie. Jeśli
tak, to pomimo oczywistych różnic pomiędzy artystami, miłośnik hałasu
będzie o wiele bardziej ukontentowany zwykłą kasetą nikomu nieznanego
hałaśnika niż black metalowiec błyszczącym albumem nowego 4-ligowego
bandu. Jeśli jednak nie staramy się go zrozumieć i w nim zanurzyć oraz
próbujemy wcisnąć w ramy tradycyjnych kategorii omawiania muzyki, w
najlepszym wypadku będzie on brzmiał stuprocentowo identycznie. I tu
wracamy do punktu wyjścia. Chyba to wam wystarczy jako recenzja "Tauromachine"?
(Release, P.O. Box 251, Millersville PA 17551, USA) |
| |