CANAAN
Walk Into My Open Womb
(Eibon)

Mauro zawsze wydawał przepiękne, zarówno muzycznie jak i graficznie, albumy, ale "Walk Into My Open Womb" jest bez wątpienia jego absolutnie najlepszą pozycją. Zapakowane w kartonowe pudełko dwa krążki (oraz dwie wkładki - jedna przedstawiająca koncepcję albumu, druga personel) to 93 minuty czystej muzycznej magii, o której pisze się ciężko, a słucha z drżeniem serca. Napisanie, iż jest to hybryda eksperymentów, ambientu, gotyku i lekkiego metalu nie odda nawet ćwierci prawdy o tych 18 utworach. Najbliższym porównaniem, głównie ze względu na niesamowita przestrzeń, która poraża jako pierwsza, mogłoby być również włoskie MONUMENTUM, ale i tak "In Absentia Christi" przy "Walk Into My Open Womb" brzmi niemal topornie. To, co jednak dla mnie najważniejsze to nie perfekcja dźwięku, ale ludzie, osoby, które wyzierają spoza tej muzyki. CANAAN tworzy ją bardzo smutną i poważną, ale również pełną miłości do człowieka - nie tej odkupieńczej czy altruistycznej, ale miłości, która wypływa ze zrozumienia i pogodzenia ze sobą potencjalnej wielkości oraz jakże częstej małości i upadku. Mauro pisze na wkładce, że jest to album o apatii, pogardzie, niewoli i złudzeniach. I o tym, że odrzucenie wszystkich praw prowadzi do fałszowania prawdy. Wiem, że "Walk Into My Open Womb" będę zawsze słuchał kiedy poczuję, życie zmusza mnie do przykładania ręki do tego procederu.
(Eibon Records, Via Folli 5, 20134 Milano, Italy)