CAZZODIO
Ill tempo della locusta
(Black Plague/Malignant)

Jakiś czas temu na liście dyskusyjnej AntiMusick rozgorzała dyskusja o nazewnictwie, w której między innymi poszło o noise. Dlatego też nie wiem już sam czy to, co tworzy Piero Stanig (bo to on ukrywa się pod nazwą) to właśnie noise, power electronics czy prostu ostry industrial. Nie o nazwy jednak na dłuższą metę chodzi. "Ill tempo della locusta" jest albumem bardzo zgrzytliwym i głośnym chociaż nie pozbawionym struktury. W gruncie rzeczy jest chyba jedną z lepszych pozycji z kręgu powyższych gatunków jaką ostatnio słyszałem. Tłem i kręgosłupem 57 minut jest niski, dudniący opar gotującej się elektroniki, która obecna jest we wszystkich 13 utworach. Nad nią - niczym tytułowa szarańcza - unoszą się hałasy: metaliczne uderzenia i bicia, które w zastępstwie perkusji nadają niektórym fragmentom specyficzny mechaniczny rytm; gwizdy i poświsty, które mi osobiście przypominają otwierany i zamykany zawór z parą, albo jeszcze lepiej sprężonym gazem; skrzecząca elektroniczna mgła; wreszcie, mniej lub bardziej dysonansowe piski, trzaski i brzęczenia. W niektórych momentach słychać tylko dwa czy trzy z tych elementów, zaś pozostałe włączając i wyłączając się nadają materiałowi rytm. Kiedy indziej wszystkie wybuchają naraz tworząc kakofonię godną końca świata. Niezależnie jednak od ich proporcji "Ill tempo della locusta" jest od początku do końca dziełem zdyscyplinowanym i kontrolowanym, w którego chaosie ciągle widać ludzką rękę i artystyczny zamysł. A to dużo więcej niż dostarczają niektóre z albumów zaliczanych do którejkolwiek z wymienionych we wstępie kategorii.
(Black Plague, P.O. Box 353, Elkton MD 21922, USA; Malignant, P.O. Box 5666, Baltimore MD 21210, USA)