|
TANGERINE DREAM
Alpha Centauri
|
Nazwy wytwórni
tym razem nie ma, bo album posiadam jedynie w postaci kopii kasetowej.
Dlaczego więc w ogóle jego recenzja, szczególnie, że ukazał się on w 1971?
Gdyż jest to jeden z tych, które przecierały szlaki antymuzyce, W odróżnieniu
od spopowanej elektroniki jaką TANGERIN DREAM zaczęli serwować swoim zagorzałym
fanom w latach 80-tych, pierwsze ich albumy zdradzały silne ciągotki eksperymentatorskie.
Alpha Centauri" składa się z trzech utworów, z których pierwszy trwa
cztery minuty z kawałkiem, drugi już ponad trzynaście, zaś trzeci aż dwadzieścia
dwie. Przebrnięcie przez nie świadomie może okazać się trudne, więc
o wiele łatwiej poddać się falom kosmosu i popuścić wodzy fantazji. Ze
strukturalnego punktu widzenia wcześni TANGERIN DREAM mogliby być uznani
za ojców współczesnego izolacjonizmu. Alpha Centauri" to w przeważającej
części dźwięki, które mi osobiście rzeczywiście przypominają odgłosy obrotów
ciał niebieskich, a na których to tło nałożone są okazjonalne trąbki,
pianino i inne instrumenty wygrywające bynajmniej nie melodie, a niemal
irracjonalnie szarpane frazy. Te ostatnie z kolei pod wieloma względami
przywodzą na myśl coś, co powszechnie nazywa się współczesną muzyką poważną.
Mieszanka to więc ciężko strawna i z początku wchodzi opornie, ale po
kilku przesłuchaniach trudno się od Alpha Centauri" oderwać. Fakt, że
album nieco szumi (1971 to nie 1996), co nieco burzy sterylność instrumentalnej
oszczędności, ale jeśli się w niego zagłębić nawet nie odczuwa się, że
został on nagrany 25 lat temu! Gorąco polecam wszystkim anty-fanom.
|