|
Pracowici nie-Muzycy
Jak w ogóle doszło do powstania ENDURY? Stephen: Niemal przez przypadek. Mieszkaliśmy z Chrisem kilka kilometrów od siebie, ale spotkaliśmy się dopiero w 1992 poprzez wspólnych przyjaciół. I wcale nie myśleliśmy od razu o zakładaniu zespołu. Po prostu zaczęliśmy coś tam razem kombinować. Nie zakładaliśmy też, że będziemy grali mroczną muzykę rytualną. Co więc gramy? Gramy muzykę, która brzmi wodnie (?!) i która podoba się nam samym, więc jeśli jeszcze ktoś ją lubi, to wspaniale. Nigdy nie dzieje się tak, że siadamy i mówimy, OK., to będzie naprawdę przygnębiający kawałek. Ktoś, kto słucha naszej muzyki mógłby sobie nas wyobrazić jako dwu kolesi, którzy chodzą w długich sukniach, śpią w trumnach i nie mogą się doczekać chwili, kiedy zejdą z tego świata. Ja osobiście jestem bardzo zadowolony ze swojego życia. Na co dzień pracuję jak księgowy i w ten sposób zarabiam na moją miłość do muzyki i zwierząt ziemno-lądowych. Tak czy inaczej w żaden sposób nie chcemy ograniczać zespołu do jednego konkretnego gatunku. Kto wie, może jutro nagramy album z acid jazzem. Jak na zespół istniejący od zaledwie 1993 wydaliście całkiem dużo albumów ... Chris: To prawda. W ostatnim czasie i to niemal równocześnie ukazały się aż trzy! Pierwszym z nich był The Dark Is Light Enough", który nagraliśmy pomiędzy listopadem 1994 i lutym 1995, a który wydała szwajcarska Allegoria Records. Tematycznie związany jest on z mitami Tyfona, którymi zajmowaliśmy się na "Dreams of Dark Waters" - kompaktowej edycji naszego pierwszego demo Hexe". Muzycznie jednak jest on bardzo zróżnicowany. ENDURA nie jest zespołem jednego utworu i nasz repertuar rozciąga się pomiędzy mrocznym akustycznym folkiem, ostrą elektroniką i głębokim ambientem - wszystko zależy, jaki nastrój chcemy w danej chwili stworzyć. Liber Leviathan", który ukazał się nakładem Aesthetic Death (chociaż pierwotnie miał go wydać Red Stream), został nagrany pomiędzy marcem i listopadem 1995. Jest to bodajże najbardziej abstrakcyjne ze wszystkich naszych nagrań. Muzyka na nim to bardzo minimalistyczny ambient, do stworzenia którego użyliśmy dźwięków i efektów, który nigdy wcześniej nie stosowaliśmy. Tematycznie Liber Leviathan" jest czymś, nad czym pracowałem od wielu lat i co już od jakiegoś czasu pojawiało się okazjonalnie w naszych produkcjach. Obrazy stworzeń z koszmarów zamieszkujących otchłanie doświadczenia ludzkiego, Lewiatany, to coś rzeczywiście fascynującego. "Black Eden" [recenzja w poprzednim numerze - PF] jest albumem, którego nie powinno być. Pierwotnie nie mieliśmy zamiaru nagrywać czegokolwiek po Liber Leviathan", gdyż myśleliśmy o odpoczynku przed rozpoczęciem ponownego nagrywania Great God Pan" dla Misanthropy, ale w tym samym czasie skontaktowali się z nami ludzie z Red Stream, więc ostatecznie zdecydowaliśmy się coś dla nich nagrać. Myśleliśmy o mini-albumie, ale wkrótce okazało się, że wyjdzie z tego pełny album. Ostatecznie jednak Black Eden" okazał się być jednym z naszych najlepszych, zaś Red Stream robią wszystko, aby go właściwie promować, więc wszystko skończyło się dobrze. Wspomniałem o Great God Pan". Album został nagrany na początku 1994 i początkowo miała wydać go Candlelight. Jak dotąd nie ukazał się na rynku, zaś historia związana z nim to po prostu historia jednego wielkiego oszukaństwa. Kiedy Candlelight po raz pierwszy skontaktowali się z nami na jesieni 1993, Lee Barretta, szefa wytwórni, znałem już od kilku lat. Kiedy więc dowiedziałem się, że prowadzi wytwórnię, wysłałem mu nasze demo Hexe", zaś on wkrótce zaproponował nam nagranie albumu. Dogadaliśmy się bez większych problemów, my zaś przystąpiliśmy do nagrywania albumu, która miał się później przekształcić w Great God Pan". Wszystko wydawało się być na dobrej drodze, termin został ustalony na początek 1994, wynajęliśmy kogoś do zrobienia grafiki i nagle sprawy zaczęły iść źle. Barrett nie chciał lub nie był w stanie zapewnić nam kontraktu, jakiego potrzebowaliśmy, aby wydać album. Z wiosny zrobiło się lato, mijały miesiące, coraz częściej zdarzało się, że z Barrettem nie było kontaktu całymi tygodniami, zaś my w międzyczasie dowiadywaliśmy się, że jego spółka wcale nie była tak poważna jak nam to przedstawiał. Kiedy jesienią doszło do konfrontacji i poinformowaliśmy go, że nie chcemy już wydawać dla niego albumu. Barrett opowiedział nam o swoich kłopotach, które należały rzekomo do przeszłości i przyrzekł, że nasz album ukaże się jeszcze przed końcem roku razem z debiutem EMPEROR. Na dowód swoich słów przesłał nam kontrakt, który podpisaliśmy i odesłaliśmy z powrotem. Jednak listopadowa data została przesunięta na grudzień, potem na styczeń 1995. W tym momencie mieliśmy już wszystkiego serdecznie dosyć, ale Barrett wyjaśnił nam, że album miał być wspólnie promowany z albumem EMPERORA, a ten miał opóźnienie ze względu na grafikę. W sumie było to nam na rękę, bo już wtedy wiadomo było, że EMPEROR sprzeda się w dużych ilościach. Ostatnia rozmowa jaką odbyłem z Barrettem miała miejsce na dwa dni przed ustalonym terminem. Opowiadał nam o planach dystrybucji albumu w Europie, a nawet powiedział, abym czekał na paczkę z egzemplarzami promocyjnymi w przeciągu kilku dni. W dniu wydania poszedłem więc do naszego lokalnego sklepu z płytami i zapytałem o albumu ENDURY. Nie było go, więc poprosiłem sprzedawcę aby zadzwonił do Plastic Head. Plastic Head nigdy nawet nie słyszeli o takim zespole! O EMPERORZE, owszem, ale ENDURA .... Okazało się, że Barrett okantował nas na wielką skalę, że album nigdy nie został wytłoczony z DATa, że nigdy nie zrobiono żadnej grafiki i że nie miał on nawet zamiaru go wydać! Cały ten interes był fikcją. Do dzisiaj nie wiem dlaczego tak zrobił. Po prostu nie rozumiem powodów takiego zachowania. Przecież doskonale zrozumielibyśmy sytuację, gdyby powiedział nam, że nasz album musi poczekać aż zdobędzie więcej pieniędzy na bardziej chodliwych tytułach. Nie jesteśmy dziećmi i rozumiemy mechanizmy działania niezależnej wytwórni. W jaki sposób komponujecie swoją muzykę? Stephen: Czasem przychodzi to bardzo ciężko. Jako podstawę zawsze używamy wszystkiego, co tylko możemy zdobyć. W jednym z utworów użyliśmy nawet odgłosy starej pralki, którą Chris trzyma w garażu. Ja sam zacząłem zabierać wszędzie mojego przenośnego DAT-a, mniej więcej na takiej samej zasadzie jak niektórzy ludzie noszą ze sobą kamery w nadziei, że mogą znaleźć się w samym środku jakiegoś wydarzenia. Ja łapię dźwięki, chociaż większość z nich nigdy pewnie nie ujrzy światła dziennego. Z drugiej strony kiedy już siedzę i komponuję coś na miejscu, każdy utwór ma dla mnie specjalne znaczenie i nierozerwalnie kojarzy się z jakimiś konkretnymi sytuacjami. Dzieje się tak do tego stopnia, że nie pamiętam ponad połowy tytułów naszych utworów, szczególnie, że wymyśla je głównie Chris. Często więc muszę się go po prostu pytać o nie kiedy ludzie zagadują mnie o szczegóły. Według mnie sample zrewolucjonizowały muzykę. Uczyniły ją na nowo podniecającą. Nie trzeba już być muzykiem z wykształcenia, aby tworzyć muzykę. Ja z całą pewnością nie nazwałbym siebie muzykiem. Rzeźbiarzem dźwięku, malarzem dźwiękowej częstotliwości - tak. Uważam, że to wspaniałe móc wyjść gdzieś z magnetofonem a potem zrzucić te wszystkie dźwięki do komputera i manipulować nimi na ekranie tworząc coś zupełnie nowego. Można praktycznie stworzyć całą symfonię ze zwykłego odgłosu pierdzenia! I nie przeczę, że to wspaniałe umieć zagrać na fortepianie jakąś melodię Beethovena. Na pewno tak jest. Ale to nie dla mnie, życie jest za krótkie, aby nauczyć się grać na tych wszystkich instrumentach. Innym wspaniałym źródłem dźwięku jest dla mnie mój Roland JD 800. Ten syntetyzer jest tak elastyczny i po prostu prosi się, aby coś robić z jego zawartością. Gdybym nie używał go tak intensywnie, z całą pewnością wisiałby na ścianie jako dzieło sztuki. Tworzenie muzyki ... ja zajmuję się przede wszystkim programowaniem i edycją utworów. Nasze studio znajduje się w moim domu, a do tego jestem fanatykiem techniki. Mogę spędzać całe dni przed ekranem komputera opracowując obrazy i materiały promocyjne. Chris: Sam proces tworzenia muzyki jest relatywnie prosty. Zazwyczaj zaczynamy od pomysłu lub nastroju jaki chcemy przekazać. Bardzo często wychodzimy od jakiegoś podstawowego dźwięku wokół którego zaczynamy nabudowywać całą resztę. Ja również nie jestem muzykiem, nigdy zresztą nie twierdziłem, że nim jestem. Techniczne aspekty tworzenia nie interesują mnie w ogóle. Jeśli chcę coś osiągnąć, po prostu mówię Stephenowi wolniej albo ciężej. Większość naszych utworów ma metafizyczne lub magiczne znaczenie, chociaż nie używamy w nich żadnych przywołań. Jestem zresztą bardzo sceptyczny jeśli chodzi o siłę muzyki, szczególnie jeśli jest ona rozprowadzana komercyjnie. Owszem, może ona wskazywać drogę do pewnych miejsc, ale większość wysiłku należy do samego słuchacza. Tak więc nasza muzyka nie jest magiczna sama w sobie, chociaż może być z powodzeniem używana w różnego rodzaju rytuałach. Czego więc możemy oczekiwać od was w najbliższej przyszłości? Stephen: Jak już wspomniałem w najbliższym czasie będziemy pracować nad nową wersją Great God Pan", która wyda w 1997 Misanthropy. Oprócz tego mamy własną wytwórnię Enlightenment Communications, która w tym momencie jest swego rodzaju zabezpieczeniem przed znudzeniem się zespołem. No i przecież obydwaj mamy pracę - jak na razie nie możemy nawet marzyć o życiu z muzyki. Tak czy inaczej, mam nadzieję, że w tym roku uda się nam wydać kilka krążków poprzez Enlightenment. Chris: Przyszłość ENDURY jest zapisana w gwiazdach. Więcej wydawnictw, lepsze wydawnictwa i bardziej bezpośrednie koncerty, które doprowadzą do Imperium Endury trwającego tak długo jak nie wyschną morza.
| |
|
|